Trzydziesci tysięcy harcerzy i harcerek defiluje przed Głową Państwa. Są to harcerze z Polski, i młodzież polska zpoza granic kraju, i harcerze cudzoziemscy. Staszek maszeruje równym krokiem, wyprężony jak struna - patrzą przecież na niego oczy Pana Prezydenta i oczy kilkudziesięciu tysięcy gości, którzy. zajęli miejsca na trybunach. Patrzy wprost przed siebie - żeby iść równo i pewnie. Rozlegają się oklaski. To pod trybuny doszło już czoło defilady - uczestnicy Zlotu Młodzieży Polskiej z Zagranicy, którzy - dziś są gośćmi harcerzy. Potem idą harcerki duńskie, wysokie, jasnowłose dziewczęta, idą harcerki czechosłowackie, uśmiechnięte, rozradowane.
Harcerze Węgierscy
Każdą reprezentację witają z trybun okrzyki. Staszek patrzy przed siebie - teraz defilują przed trybunami harcerki polskie - z Warszawy, Wilna, Krakowa, ze wszystkich stron Polski.
Tam jest i Janka - jej w tej chwili serce napewno równie mocno bije, jak jemu.
Grzmot oklasków na trybunach - to idą Węgrzy. - Eljen! - wołają ku widzom, a widzowie odpowiadają im okrzykiem: - Czuwaj! - Sztandarki łopocą na wietrze. Dudni ziemia pod sprawnemi krokami.
- Pada coraz gorzej - słyszy nagle Staszek szept w szeregu.
Harcerki z Wilna
W tej chwili dopiero spostrzega, że istotnie pada deszcz, drobny, dokuczliwy. Przedtem tego nie zauważył. Gdzie tu myśleć o deszczu, kiedy raduje się serce, kiedy duma przenika, że tylu ich jest, wszyscy pod jednym znakiem harcerskiej lilijki - że patrzą na nich dobrotliwe oczy Pana Prezydenta - że pokazują tym wszystkim zebranym tutaj rosnącą potęgę Polski - rosnącą młodzież.
Brzmią orkiestry. Przesuwają się sztandary. Maszerują Węgrzy, Rumuni, młodzież z całej Europy - ba nawet zza oceanu, ze Stanów Zjednoczonych.
Strona 5
Uśmiechają się twarze z trybun wesoło, przyjaźnie, do tej dziarskiej młodzieży. Nić braterstwa zadzierzga się między dwoma wielkiemi zbiorowiskami - tymi, którzy patrzą z trybun, a tymi, co maszerują w defiladzie.
Deszczyk siąpi - i razem z nim pada na defilujących nieustanna lawina oklasków. Oto idą biali harcerze żeglarze, oddziały łączności z tarczami, wspaniale prezentujący się Pomorzanie. Nieprzerwanym marszem idą wszyscy wśród oklasków, dźwięków marsza, którym grzmi węgierska orkiestra. Połyskują malinowe koszulki Meksykanek, ogólną uwagę zwraca kilku idących w pochodzie Hindusów. Mienią się barwy, krzyżują okrzyki.
Skończona defilada.
Przy ognisku
Teraz szara brać harcerska wyrusza do obozu. Staszek pędzi do dzielnicy handlowej. Tam przy kiosku z lodami spotyka się i Janką.
- Lody na takie zimno - dziwi się ktoś z gości. patrząc. jak przy kiosku tłoczą się szare mundurki. Ale to przecie wszystko jedno - zimno czy ciepło - lody zawsze są lodami.
Janka znów znika. Stachowi z oczu. Zaczyna się przecież teraz normalne życie obozowe. Każda Chorągiew - wypełnia w ramach Zlotu swój program - a więc są tacy, którzy pracują w zakresie ochrony przyrody - inni zajmują się służbą sanitarno-ratowniczą, krajoznawstwem, służbą pocztową, kwatermistrzowską dla Zlotu, zdobnictwem i troską o estetykę Zlotu, sportem.
Strona 6
Jest tysiące zadań i tysiące obowiązków, które trzeba wypełnić. Przygotowują się przecież harcerze. do służby Ojczyźnie, służby społeczeństwu. A społeczeństwo nie potrzebuje niedołęgów. Więc harcerz ćwiczy się we wszelakich umiejętnościach, które zawsze przydadzą się w życiu i jemu samemu i innym.
Więc to nic, że popieką się palce przy gotowaniu, że porobią się na rękach pęcherze od siekierki czy młotka, że zabolą nogi od ciągłej krętaniny - grunt to, że wszystko idzie tak dobrze i sprawnie.
Wieczorem płoną ogniska obozowe - płynie w ciemne niebo pieśń.
Trudna przeprawa
Padają w serca słowa harcerskich gawęd, poją się dusze melodją. To nic, że pieśni brzmią we wszystkich językach, że nie zawsze rozumie się słowa - ich ducha, ducha braterstwa, pracy i służby Ojczyźnie rozumie się przecież bez słów.
Jak sen mijają dni. Staszek zawiera przyjaźń na śmierć i życie z małym harcerzem z Kanady. To nic, że mu się trudno z nim porozumieć - pomagają sobie wzajemnie przy pracy pionierskiej, przy trudnej przeprawie przez bagna i na wpół na migi obiecują sobie, że będą do siebie pisywać. Ktoś zawsze się znajdzie, kto przetłumaczy list.
Nie dopisuje Zlotowi pogoda. Ale to nie - słońcem promienieją przecież wszystkie twarze i wszystkie serca.
Pożegnanie
Nadchodzi dzień odjazdu. Staszek i Janka żegnają się ze wszystkimi.
- Nie zapominajcie o nas - rozlegają się okrzyki.
- I każdy, kto stąd odjeżdża, wie na pewno - że nie zapomni nigdy w życiu. Aleksandra Walczyńsku
O PILICY
Zielona Pilica
poprzez lasy bieży.
Rozbrzmiewają pośród sosen
piosenki harcerzy.
Strona 7
Słychać i siekierę
niby stuk dzięcioła.
A od słupów w dno wbijanych
drżą na wodzie koła.
Przytupują młotki,
jak w oberku chłopak.
Woda brzegi rozdzieliła -
teraz jest naopak.
Most na Pilicy
Teraz dzwonią piły
cieniuśko, jak wilga.
Za godzinę, może za dwie
stanie mostów kilka.
Stanie kilka mostów,
kładek jak się patrzy.
Pobudują je harcerze
za godzinę - za - trzy.
Na zielonej rzece
będzie, jak w piosence:
z obu brzegów wyciągniemy
przyjacielskie ręce.
ANDRZEJKI W SPALE SALONIK ARKADIA zaprasza 29 listopada na biesiadę andrzejkową, podczas wieczoru przewidziano wiele atrakcji. Początek o godzinie 19:00, REZERWACJE pod nr. tel. 508 511 624, www.arkadia.spala.info.pl