Prezydent Ignacy Mościcki cz 2
prof. dr hab. Andrzej Garlicki
Uniwersytet Warszawski
We Lwowie został świetnie przyjęty. Stworzono mu warunki do pracy naukowej, wciągnięto do życia towarzyskiego. Wojnę spędził we Lwowie, w latach 1915-1917 będąc dziekanem Wydziału Chemicznego Politechniki Lwowskiej. Był zwolennikiem Legionów Piłsudskiego, w których służyli dwaj jego młodsi synowie, lecz nie przejawiał aktywności politycznej.
W 1916 r. założył Instytut Badań Naukowych i Technicznych „Metan”, który już w niepodległej Polsce przekształcił się w usytuowany na warszawskim Żoliborzu Chemiczny Instytut Badawczy.
Projektował aparatury chemiczne, opracowywał metody otrzymywania kwasu azotowego, cyjanków, produktów naftowych. Rezultaty patentował, co zapewniało mu niezależność finansową. Do jego ówczesnych współpracowników należeli Eugeniusz Kwiatkowski i Wojciech Świętosławski, którzy w niepodległej Polsce odegrali dużą rolę polityczną.
W 1922 r. Mościcki został dyrektorem przejętej właśnie od Niemców fabryki azotniaku i karbidu w Chorzowie. Zakład był zdewastowany, pozbawiony surowców, jego plany zostały celowo zniszczone a niemieccy fachowcy rzucili pracę. Niemcy byli przekonani, że Polakom nie uda się uruchomić zakładu. Mościcki jednak nie tylko fabrykę uruchomił, lecz pod jego dyrekcją rychło osiągnęła ona o wiele lepsze niż za Niemców wyniki.
W czerwcu 1925 r. został wybrany rektorem Politechniki Lwowskiej. Wybór przyjął lecz obowiązków nie podjął ponieważ Politechnika Warszawska zaproponowała mu objęcie katedry elektrochemii. Z przenosinami do Warszawy zwlekał z powodu choroby żony.
Wydarzenia majowe 1926 r. zastały go więc we Lwowie. Był niezwykle podniecony wieściami dochodzącymi z Warszawy i gdy tylko walki się zakończyły pojechał do stolicy. Piłsudski przyjął go w mieszkaniu gen. Lucjana Żeligowskiego, które było czasowym jego locum. Rozmowa dotyczyła – jak napisał Mościcki – przyszłych planów Marszałka, ale to określenie nader ogólnie. Najprawdopodobniej rozmowa miała charakter zdawkowy, bo Piłsudski nie traktował rozmówcy jako partnera politycznego.
Nic też nie wskatzuje, że przewidywał go na urząd Prezydenta RP. Musiał się oczywiście zastanawiać nad kandydaturami, ale skoro utrzymywał w najgłębszej tajemnicy decyzję, że wyboru nie przyjmie nie mógł prowadzić żadnych rozmów w sprawie prezydentury. Wiadomo, że myślał o księciu Zdzisławie Lubomirskim, który jako członek Rady Regencyjnej witał go 10 listopada 1918 r. na warszawskim dworcu gdy wracał z Magdeburga, że myślał o wybitnym intelektualiście, profesorze uniwersytetów Jagiellońskiego i Stefana Batorego Marianie Zdziechowskim, a także o historyku Arturze Śliwińskim. Ta ostatnia kandydatura była dość szokująca. Marszałek Rataj miał powiedzieć Piłsudskiemu: „Panie Marszałku, można Polskę zdobyć, nie wolno jej ośmieszać”.
Można wprawdzie wątpić czy Piłsudski w ogóle rozmawiał na ten temat z Ratajem. Raczej rozmówcą marszałka Sejmu był zaprzyjaźniony z nim premier Bartel, który również był przeciwny kandydaturze Śliwińskiego. Ponieważ jednak było raczej pewne, że ani Lubomirski, ani Zdziechowski nie zgodzą się kandydować, szanse Śliwińskiego były duże. I pewnie zostałby prezydentem gdyby Bartel nie przypomniał sobie o liście Mościckiego do członka jego gabinetu prof. Witolda Broniewskiego. Mościcki deklarował w nim gotowość objęcia każdego stanowiska dla dobra Ojczyzny.
Bartel zasugerował więc nazwisko Mościckiego, na co Piłsudski miał powiedzieć: „Ignaś? A to bardzo dobra myśl”. W ten sposób Ignacy Mościcki został trzecim, po Gabrielu Narutowiczu i Stanisławie Wojciechowskim prezydentem RP.
Z punktu widzenia Piłsudskiego była to bowiem kandydatura idealna. Przede wszystkim mógł być pewien bezwarunkowej lojalności prezydenta. Znał go od ponad ćwierć wieku i nie miał oczywiście złudzeń co do jego politycznych talentów. Polityką miał się jednak zajmować sam Marszałek. Prezydent miał firmować jego decyzje i reprezentować.
Do tej drugiej roli znakomicie się nadawał. Wysoki, przystojny znający języki równie dobrze czuł się we fraku, co w kitlu chemika. Miał, jak się wówczas mówiło, prezencję. Uczony o uznanym, nie tylko w Polsce, dorobku, autor licznych patentów rekomendowany był przez Rataja jako „polski Masaryk”.
W pierwszym głosowaniu kontrkandydatami Mościckiego, który otrzymał 215 głosów, byli zgłoszony przez prawicę wojewoda poznański Adolf Bniński (211 głosów) i przewodniczący PPS – Zygmunt Marek (56 głosów). 63 kartki uznano za nieważne. W kolejnym głosowaniu Mościcki uzyskał 281 głosów i został wybrany Prezydentem Rzeczypospolitej.
Uroczystość zaprzysiężenia prezydenta odbyła się 4 czerwca na Zamku Królewskim w Warszawie. Do tej pory prezydenci składali przysięgę w Sejmie, ale teraz to posłowie i senatorzy mieli przybyć do siedziby Głowy Państwa. Część z nich, przede wszystkim z lewicy, zbojkotowała uroczystość. Rząd i korpus dyplomatyczny przybyli in corpore.
Po zaprzysiężeniu odbył się na dziedzińcu zamkowym przegląd wojskowy. Piłsudski towarzyszył Prezydentowi dyskretnie pouczając go jak ma się zachować. To jeszcze zrozumiałe, bo Mościcki nigdy w wojsku nie służył, ale co dziwniejsze również w czasie poprzedzającej zaprzysiężenie mszy św. okazało się, że należy go instruować. „Stojąc tuż za fotelem Prezydenta – wspomina uczestnik uroczystości – zauważyłem, że Mościcki nie orientował się zupełnie, kiedy ma uklęknąć lub stanąć. Ponieważ wypadało, aby Prezydent pierwszy zmieniał pozycję, więc Piłsudski, który wiele już Mszy reprezentacyjnych przebył, dotykał lekko jego ramienia, po czym Prezydent się podnosił nie będąc jeszcze zdecydowany czy ma uklęknąć, czy pozostać w pozycji stojącej”.
Mościcki, jak wielu inteligentów z jego pokolenia, był wychowany w tradycji katolickiej, ale w życiu dorosłym w kościele bywał rzadko, przy specjalnych jedynie okazjach.
Nie znał się też na polityce i nie miał, póki żył Piłsudski, ambicji politycznych. Skrupulatnie wykonywał wszystkie polecenia Marszałka nawet nie usiłując zgłębić ich celów. Ze swej strony Piłsudski konsekwentnie budował autorytet Głowy Państwa wymagając tego i od swych współpracowników. Nie mieli oni złudzeń co do rzeczywistej roli Prezydenta, np. premier Bartel zwykł był w gronie najbliższych rzucić: „Tyle znacy co Ignacy, a Ignacy g... znacy”, lecz oficjalnie zawsze oddawał cześć należną Pierwszemu Obywatelowi Rzeczypospolitej.
Szef Kancelarii Cywilnej Prezydenta Bronisław Hełczyński zanotował charakterystyczną wypowiedź Mościckiego: „Widzi Pan, jeżeli mam zrobić coś, co nie leży na linii mego fachowego przygotowania, radzę się specjalistów. Jeżeli jestem chory, radzę się lekarzy, jeżeli mam przystąpić do budowy domu, zasięgam rady architekta. Jeżeli chodzi o sztukę rządzenia Polską, myślę, że nie mamy w Polsce lepszego specjalisty od Pana Marszałka i dlatego wolę nie polegać na własnym zdaniu. Nie ukrywam, że nieraz to, czego chciał Pan Marszałek, w pierwszej chwili nie bardzo mi się podobało, przekonałem się jednak, że miał zawsze rację i że nawet to, co wydawało mi się niedobre dla Polski, okazywało się potem dobre”.
Przy tym założeniu współpraca Mościckiego z Piłsudskim układała się idealnie. Poza polityką pozostawały Prezydentowi obowiązki reprezentacyjne takie jak przyjmowanie dyplomatów i przybywających do Polski polityków. Tych ostatnich nie było wielu, bo zagraniczne wizyty polityczne były wówczas raczej rzadkością. Prezydent wydawał też na Zamku rauty i przyjęcia noworoczne, organizował polowania, przyjmował przedstawicieli społeczeństwa.
Dużo podróżował po kraju. Pierwszą podróż odbył w połowie lutego 1927 r. do Wielkopolski, tego matecznika wrogiej Piłsudskiemu prawicy. Napisał w „Autobiografii”: „Wyczuwałem rosnącą z każdą chwilą w stosunku do mnie serdeczność. A kiedy wyjeżdżałem ze stolicy Wielkopolski, ludność jej masowo manifestowała swój szczerze życzliwy stosunek do Prezydenta RP”. Te podróże były bardzo starannie reżyserowane przez administrację państwową.
W 1927 r. odbyły się w Spale pierwsze ogólnopolskie dożynki. Pomysł ich urządzenia podsunął świeżo mianowany zarządcą rezydencji w Spale kpt. Robelewski. Uroczystość rozpoczęła msza polowa a następnie uczestnicy w strojach ludowych defilowali przed Mościckim i członkami rządu. Prezydentowi wręczono wieniec. Starostą dożynek był działacz ludowy Ignacy Solarz. Później był obiad na świeżym powietrzu na 700 osób. W trakcie obiadu tańce i przyśpiewki. W następnych latach organizowano dożynki z coraz większym rozmachem.
Wybudowano później na potrzeby dożynek w Spale stadion i halę o powierzchni 4 tys. m2, która miała chronić przed deszczem uczestników. Nie były to jedyne dla Spały korzyści płynące z dożynek. Te masowe, dochodzące do 40 tys. uczestników imprezy dawały zarobek okolicznej ludności. Podobnie choć w o wiele mniejszej skali, jak i często organizowane polowania.
ŹRÓDŁA:
Rocznik Naukowy 5/2007, udostępniony przez Wyższą Szkołę Turystyki i Rekreacji im. Mieczysława Orłowicza w Warszawie
ANDRZEJKI W SPALE SALONIK ARKADIA zaprasza 29 listopada na biesiadę andrzejkową, podczas wieczoru przewidziano wiele atrakcji. Początek o godzinie 19:00, REZERWACJE pod nr. tel. 508 511 624, www.arkadia.spala.info.pl